Dziś mija kolejna rocznica 11 lipca – daty, która w moim życiu osobistym i zawodowym zapisała się w sposób szczególny. Z tej okazji chciałbym wrócić do wydarzeń z 1998 roku i spojrzeć na nie z perspektywy czasu, ale przede wszystkim – z perspektywy psychologa i psychoterapeuty ericksonowskiego.
W mojej codziennej pracy gabinetowej, pomagając osobom dorosłym zmagającym się z zaburzeniami osobowości, dysforią płciową, czy funkcjonującym w spektrum autyzmu i ADHD, nieustannie stykam się z problematyką tożsamości, lęku przed odrzuceniem i ogromnym kosztem psychicznym, jaki niesie za sobą ukrywanie prawdziwego „ja”. Moja własna droga do autentyczności zaczęła się w sposób całkowicie nieplanowany, pod kolumną Zygmunta w Warszawie.
Anatomia impulsu – jak doszło do pierwszej manifestacji
Pamięć bywa plastyczna, jednak fakty z tamtego dnia pozostają w mojej autobiografii niezmienne. Oto jak wyglądała rzeczywistość tamtego lipcowego popołudnia:
- W 1998 roku pracowałem w redakcji lokalnego magazynu kulturalno-społecznego „Puls Stolicy”.
- Z Polskiej Agencji Prasowej otrzymaliśmy informację o pierwszym happeningu osób homoseksualnych pod kolumną Zygmunta.
- Pierwotny plan zakładał, że pojawi się tam dziesięć osób z zasłoniętymi twarzami, trzymających kartki z nazwami swoich zawodów.
- Na schodach pomnika zastałem jednak tylko dwóch, nerwowo rozglądających się chłopaków.
- Kiedy podszedłem i zapytałem ich o start wydarzenia, przyznali, że chyba nikt więcej się nie pojawi.
- Podjąłem wtedy szybką decyzję: oddałem kurtkę fotoreporterowi, założyłem ciemne okulary, czapkę oraz chustkę i stanąłem razem z nimi.
- Na przygotowanej pospiesznie kartce zabrakło mi miejsca na pełne słowo, dlatego na wszystkich zdjęciach z tamtego dnia widnieję z napisem: „Jestem dziennikarz”.
- Publikacja mojego zdjęcia na okładce stołecznego dodatku „Gazety Wyborczej” skutkowała natychmiastowym zwolnieniem mnie z pracy przez naczelnego, który stwierdził, że przekroczyłem granicę.
Spojrzenie psychoterapeuty: Zasoby w sytuacji kryzysu
W podejściu ericksonowskim wierzymy, że każdy człowiek nosi w sobie zasoby niezbędne do przezwyciężenia własnych trudności i lęków, nawet jeśli w danym momencie nie ma do nich świadomego dostępu. Mój krok z 1998 roku, choć podyktowany chwilowym impulsem, był w istocie manifestacją głębokiej, wewnętrznej potrzeby spójności.
Dysocjacja ról społecznych – ukrywanie swojej orientacji przed światem przy jednoczesnym życiu w zgodzie z nią w zamkniętych środowiskach – generuje ogromny stres mniejszościowy i dysonans poznawczy. Decyzja, by stanąć na schodach pod kolumną Zygmunta, była krokiem w stronę integracji osobowości. Użycie maskowania (okulary, chustka) stanowiło wówczas niezbędny mechanizm obronny, bufor bezpieczeństwa, który pozwolił mi w ogóle podjąć to wyzwanie.
Koszty autentyczności a zdrowie psychiczne
Działanie to miało swoją wysoką, natychmiastową cenę społeczną i zawodową w postaci utraty pracy. W procesie terapii często uprzedzam pacjentów, że proces indywiduacji i zrzucania społecznych masek bywa bolesny. Reakcja mojego ówczesnego pracodawcy jest podręcznikowym przykładem oporu środowiskowego wobec zmiany i odmienności.
Jednak z perspektywy lat oraz rygorystycznej metodologii badań nad zdrowiem psychicznym wiemy dziś ponad wszelką wątpliwość: koszty autentyczności, choć bywają dotkliwe na początku, w perspektywie długoterminowej są zawsze niższe niż destrukcyjne skutki życia w chronicznym ukryciu.
Dziś, jako terapeuta wspierający neuroatypowych i wykluczonych, patrzę na tamtego młodego chłopaka z kartką „Jestem dziennikarz” z ogromną czułością i wdzięcznością. To on utorował drogę naukowcowi i terapeucie, który dzisiaj, opierając się na faktach, nauce i empatii, może pomagać innym w odnajdywaniu ich własnego, niepowtarzalnego głosu.
Odkryj więcej z Szymon Niemiec - Psycholog, Psychoterapeuta
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.