Dzisiaj przyszło mi pożegnać się z moją ukochaną kotką Fantusią. Nawiązując do moich niedawnych wpisów w mediach społecznościowych, w których dzieliłem się z Wami najtrudniejszymi chwilami pożegnania, postanowiłem pochylić się nad tematem straty z szerszej perspektywy.
Fantusia nie była po prostu „zwierzęciem domowym”. Przez lata była pełnoprawnym członkiem mojej rodziny, milczącym świadkiem moich zmagań, radości i codziennej pracy. Jej odejście uświadomiło mi ze zdwojoną siłą to, co od lat powtarzam w moim gabinecie: ból po stracie czworonożnego przyjaciela jest potężny, całkowicie realny i wymaga najwyższego szacunku. Jako badacz i psychoterapeuta ericksonowski, bazujący na twardej metodologii i nauce, uważam, że ten rodzaj żałoby wymaga rzetelnego zrozumienia. Jako człowiek, który właśnie opłakuje Fantusię – wiem, że wymaga przede wszystkim ogromnej empatii.
Zbyt długo w psychologii głównego nurtu marginalizowano tę formę straty. Czas spojrzeć na ten proces przez pryzmat współczesnej neurobiologii, psychologii przywiązania oraz zasobów, które każdy z nas posiada w swojej nieświadomości.
Dlaczego to tak bardzo boli? Neurobiologia i teoria przywiązania w praktyce
Z metodologicznego i klinicznego punktu widzenia relacja człowieka ze zwierzęciem spełnia absolutnie wszystkie kryteria głębokiej więzi, którą opisuje teoria przywiązania Johna Bowlby’ego. Badania z zakresu neurobiologii jednoznacznie udowadniają, że kontakt wzrokowy i fizyczny z psem czy kotem stymuluje w ludzkim mózgu wyrzut oksytocyny i dopaminy – neuroprzekaźników odpowiedzialnych za budowanie relacji miłości, zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Kiedy patrzyłem w oczy Fantusi, mój układ nerwowy odbierał ten sam sygnał bezpiecznej więzi, co w relacji z najbliższym człowiekiem.
Jako diagnosta i terapeuta specjalizujący się w pracy z osobami w spektrum autyzmu, dorosłymi z ADHD, a także pacjentami z zaburzeniami osobowości czy zmagającymi się z dysforią płciową, widzę na co dzień jeszcze jeden, krytyczny aspekt. Zwierzęta są niezwykle potężnymi koregulatorami ludzkiego układu nerwowego. Dla umysłu neuroróżnorodnego, często przestymulowanego światem społecznym, zwierzę oferuje bezwarunkową, pozbawioną masek akceptację. Obecność Fantusi strukturyzowała mój dzień, dawała poczucie uziemienia. Utrata takiej „sensorycznej i emocjonalnej kotwicy” to nie jest tylko smutek – to nagła dekompensacja całego, starannie budowanego systemu radzenia sobie ze stresem.
Zjawisko „Żałoby Nieuznanej” (Disenfranchised Grief)
Pojęcie żałoby pozbawionej praw (disenfranchised grief), wprowadzone przez Kennetha Dokę, precyzyjnie opisuje sytuację, z którą mierzy się wielu moich pacjentów, a z którą mierzyłem się też ja sam. To żałoba, która bywa bagatelizowana przez społeczeństwo. Komentarze typu: „To był tylko pies”, „Zawsze możesz adoptować następnego”, stoją w drastycznej sprzeczności z wiedzą psychologiczną. Z perspektywy empirycznej, unieważnianie emocji blokuje naturalny proces adaptacji po stracie, spychając osobę w stan izolacji. Ból po odejściu Fantusi uczy mnie ponownie, jak ważna jest obrona własnego prawa do przeżywania smutku dokładnie w takich proporcjach, w jakich dyktuje to serce.
Podejście Ericksonowskie: Fantusia jako mój wewnętrzny zasób
Milton H. Erickson, którego filozofia pracy jest mi najbliższa, opierał terapię na założeniu, że w naszej nieświadomości drzemie siła do przezwyciężenia największych kryzysów. Żałoba nie jest w tym ujęciu patologią (choć wymaga uważności, by nie przerodziła się w depresję). Jest naturalnym transem – stanem przebudowy własnej tożsamości.
Jak to podejście realizuje się w praktyce, nawet w moim obecnym, tak świeżym doświadczeniu?
- Transformacja bólu w zasób: Fizycznie Fantusi już ze mną nie ma, co wywołuje ból. Ale relacja z nią została zinternalizowana. Nauki, które od niej czerpałem – o cierpliwości, autentyczności, prostocie bycia „tu i teraz” – zostają wbudowane w strukturę mojej osobowości. Terapia ericksonowska zachęca do wchodzenia w kontakt z tymi wspomnieniami, by z czasem stały się one źródłem siły, a nie tylko cierpienia.
- Akceptacja własnego rytmu: Ściśle metodologiczne podejście do żałoby przypomina nam, że nie ma jednego „prawidłowego” harmonogramu. Nasz aparat poznawczy adaptuje się we własnym tempie.
- Zadania żałoby (model J.W. Wordena): Ważne jest świadome przejście przez proces: od uznania faktu straty, przez doświadczenie pełnego spektrum emocji (płaczu, pustki), po stopniową adaptację środowiska, w którym fizycznie nie ma już posłania, misek czy codziennych spacerów.
Rytuały – klamra dla układu nerwowego
Z perspektywy psychologii klinicznej rytuały pełnią kluczową funkcję poznawczego i emocjonalnego domknięcia. Pożegnanie z Fantusią, zebranie wspomnień, ten sam artykuł, który teraz czytacie – to wszystko są rytuały. Organizacja godnego pożegnania, stworzenie miejsca pamięci czy nawet napisanie listu do zwierzaka, to potwierdzone naukowo metody obniżania poziomu lęku i dekompresji emocjonalnej.
Zarówno moje badania, praca kliniczna, jak i osobiste łzy wylane po Fantusi składają się na jeden, kluczowy wniosek. Jeśli po stracie swojego zwierzęcia czujesz, że świat się zatrzymał – masz do tego pełne prawo. Jeśli ból Cię dezorganizuje, nie wahaj się sięgnąć po profesjonalne wsparcie. To nie jest „tylko zwierzę”. To była relacja, która ukształtowała część Twojego mózgu i Twojego serca.
Ja sam powoli uczę się życia bez mojej małej przyjaciółki, niosąc wszystko to, co mi podarowała, w swoim wnętrzu.
Odkryj więcej z Szymon Niemiec - Psycholog, Psychoterapeuta
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.